piątek, 15 stycznia 2016

Atak Paniki na balonie.

To był piękny dzień, ciepły i słoneczny.
W ramach nagrody za dobrą pracę uczestnicy warsztatów " Mimo Wszystko" Fundacji Anny Dymnej zostali zabrani na niecodzienną wycieczkę.
Instruktorzy, również w ramach dobrej pracy, towarzyszyli uczestnikom z wielką chęcią i uśmiechem.
Kraków był  ozłocony promieniami dobrej energii, jak zawsze na warsztatach wokalnych w tej Fundacji.
Wiedziałam, zawsze wiedziałam, że mam lęk wysokości. Z roku na rok  pogłębiał się, aż urósł do lekkiej fobii, to tego stopnia, że nie latałam samolotem już 10 lat. Wiza w moim paszporcie do USA miała się już na wygaszeniu. Rodzina czekała, a ja....nie byłam w stanie wsiąść do samolotu.
Przełamanie lęków miało się odbyć właśnie tu, w mieście Kraka.
Godzina 12.00 a może ciut po. Zapraszają nas do wzięcia udziału w "locie" balonem.
Postanawiam, że pójdę. W końcu życie to przecież mierzenie się ze swoimi lękami!
Czy ja wiedziałam co robię???!!!!
Większość lotu w górę , stałam wciśnięta w rękaw kurtki mojej przyjaciółki.
Kiedy byliśmy w powietrzu , wysoko, wysoko, tak wysoko, że masz ochotę położyć się na podłodze balona, zatkać uszy i krzyczeć, błagać, "ZABIERZCIE MNIE JUŻ NA DÓŁ" , otworzyłam oczy.
Na chwilę. Ponieważ miałam ochotę położyć się na podłodze balona, zatkać uszy i......
 - Kochana, oddychaj, jesteś przecież terapeutą oddechowym! - zaszeptała moja przyjaciółka, która zaczynała mieć już siniaki od mojego uścisku.
Otworzyłam oczy. Wdech, pełny, do głębi. Zatrzymanie wdechu.....wyyyydechhhhh powolny z westchnieniem.
Pół przytomnym wzrokiem popatrzyłam do okoła
- Pięknie ! Ale....nadal mam ochotę położyć się na podłodze balona i......
I w tej właśnie chwili zobaczyłam, że z Mamą naszej podopiecznej dzieje się coś złego.
Była blada, miałam wytrzeszczone oczy i zdecydowanie wyglądała na kogoś kto ma ochotę położyć się na podłodze balona, zatkać uszy i wrzeszczeć......
Moja natura terapeuty zaczęła brać górę nad paniką.  Wziełam kilka głębokich oddechów, ze specjalnym rodzajem pulsacyjnego wypuszczanie. Puściłam ramię przyjaciółki i podeszłam ( a może podczołgałąm się ? ) do Mamy naszej podopiecznej.
 - Pani Mamo, co się dzieje???
- Ja, ja....ja już chcę wracać, ja mam chyba atak paniki!
- Pani Mamo, proszę patrzeć na mnie, będziemy teraz oddychać, proszę, rób to co ja.....
- Dobrze!
Mama Sary patrzyła na mnie bardzo uważnie, trzymałyśmy się za ręce i oddychałyśmy.
Zrobiłyśmy kilka podstawowych ćwiczeń, po czym balon zaczął zjeżdżać na dół
- Panie Boże, nareszcie -
westchnęła któraś z nas
Udało się!
Kiedy dotknęłyśmy ziemi, byłyśmy jednymi z najdumniejszych istot na tej planecie!
Dałyśmy radę, nie padłyśmy na podłogę balona, nie zatkałyśmy uszu......
Oddychałyśmy i odpędziłyśmy atak paniki.
Cały ten dzień był już później lekki jak pianka bezowa. To był piękny dzień!
Poszłyśmy na kawę, a może i ciastko, szczęśliwe, że ziemia to ziemia i nie musimy już podziwiać widoku Krakowa z wysokości.
Pani Mamo, pozdrawiam Cię serdecznie!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz